Urzędnicze lub raczej ustawowe patologie w geodezji przedstawiają nasi koledzy z branży.

Urzędnicze lub raczej ustawowe patologie w geodezji przedstawiają nasi koledzy z branży.

Przykład patologicznych zasad obowiązujących w geodezji.

Ponieważ mamy uprawnienia do samodzielnego wykonywania zawodu tak jak lekarze przedstawię jak by wyglądała wizyta u lekarza w świetle procedur geodezyjnych.

A więc przychodzi pacjent z bolącym kręgosłupem, lekarz ortopeda -traumatolog  przeprowadza wywiad ale nie bada pacjenta bo nie ma licencji na tego chorego.

Stwierdza konieczność wykonania badań np. rezonansu magnetycznego ale skierowanie i receptę może wypisać dopiero po otrzymaniu licencji. Lekarz udaje się do NFZ po odpowiednią licencję i uwierzytelnienie skierowania na rezonans, uiszcza w kasie NFZ opłatę za ową licencję i uwierzytelnienie recepty. Po 10 dniach roboczych ( w optymistycznej wersji czasowej) pacjent przychodzi ponownie do lekarza i odbiera uwierzytelnioną receptę oraz skierowanie na rezonans wraz z licencją na to badanie a kręgosłup boli coraz bardziej.

Pacjent zrobi badanie i po otrzymaniu wyników znów idzie do lekarza, ten zaleca odpowiednią kurację ale pacjent musi poczekać aż lekarz uwierzytelni zaleconą kurację w NFZ. Lekarz opisuje w karcie choroby postawioną diagnozę, proponowaną terapię oraz wypisuje  receptę na następne leki, przekazuje to wszystko do NFZ w celu weryfikacji przez urzędników. Tam po miesiącu lub dwóch miesiącach weryfikator (akurat lekarz laryngolog był weryfikatorem) stwierdza, że diagnoza jest niewłaściwa bo nie zrobiono zdjęć rentgenowskich.

Jeżeli specjalista ortopeda -traumatolog nie zgadza się z wynikami weryfikacji NFZ to może wystąpić o wydanie decyzji odmownej od której przysługuje mu odwołanie do Ministerstwa Zdrowia. Jeżeli Ministerstwo uzna argumenty ortopedy to dopiero wtedy będzie mógł przepisać terapię  i leki cierpiącemu pacjentowi, który już nie może chodzić.

Tak mniej więcej wyglądają procedury i warunki pracy w geodezji, ale nikt postronny nie jest tego świadomy, jedynie geodeci na co dzień borykają się z tymi  biurokratycznymi problemami. Zapewne nikomu by nie przyszło do głowy  analogiczne procedury zastosować  w medycynie, bo opisany powyżej przykład świadczy, że to kompletny absurd utrudniający wszystkim życie. W geodezji powyższe procedury obowiązują od 12 lipca 2014r ( nowelizacja Prawa Geodezyjnego i Kartograficznego). Nie służą one zarówno administracji geodezyjnej jak i wykonawcom geodetom, wydłużają terminy wykonania zmówionych prac geodezyjnych, komplikują sytuację inwestorów a niejednokrotnie uniemożliwiają właściwe, terminowe wykonanie pracy. Inwestorzy i właściciele nieruchomości obwiniają geodetów za przewlekłość zleconych prac. Nie rozumieją bowiem dlaczego prawo nakłada tak bezsensowne  procedury przy realizacji prac geodezyjno -kartograficznych. My geodeci wykonawcy również nie rozumiemy czemu miała służyć wprowadzona ostatnia nowelizacja pgik.